Est. 1995

Bóg dał mi dar dostrzegania śmiesznych stron egzystencji

Z Ryszardem Makowskim, muzykiem, satyrykiem i publicystą rozmawiają Kinga Kowal i Kuba Szaforski.

IMG_2342 - Kopia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak zaczęła się pana przygoda z muzyką i kabaretem? Co wówczas wywarło na panu największe wrażenie? Jacy autorzy? Fascynacje? Inspiracje?

Odkąd sięgam pamięcią, interesowałem się piosenkami. Były to cudowne lata sześćdziesiąte. Jestem wdzięczny Bogu, że właśnie wtedy kształtowała się moja wrażliwość muzyczna. To był cudowny okres The Beatles, The Rolling Stones, Elvisa Presleya i wielu innych. Byłem fanem Czerwonych Gitar, Skaldów, Czesława Niemena, a jedną z moich ulubionych  płyt była płyta Kabaretu Starszych Panów. W szkole podstawowej razem z kolegą Zdzisiem śpiewaliśmy ówczesne hity brzdąkając na gitarach, a potem jakoś poszło. Tu muszę zaznaczyć, że piosenki polskie z tamtego okresu były na najwyższym poziomie i można było się z nich uczyć zarówno pisania tekstów, jak i muzyki. Tworzyli wtedy tacy mistrzowie jak Jeremi Przybora czy Jerzy Wasowski. Wspaniałymi kompozytorami byli Andrzej Zieliński, Krzysztof Klenczon i Seweryn Krajewski.

Przejdźmy do kluczowego etapu w pana życiu, mianowicie Kabaretu OT.TO. Jak się pan odnajdował w tej grupie ludzi?

Kabaret OT.TO to z pewnością moja największa przygoda estradowo–kabaretowa. Zaczynaliśmy jako kabaret studencki i udało nam się wejść na sam szczyt. Wymagało to działań menedżerskich. Ostateczne  decyzje podejmowaliśmy wspólnie, ale zanim pojawili się menedżerowie – którzy nie za wiele wnieśli – dużo pomysłów było mojego autorstwa.

Swego czasu byliście w Polsce bardzo popularną grupą. To był nieco rockandrollowy okres?

Nawet nie nieco. Gdy latem jeździliśmy w trasy nadmorskie bawiliśmy się bardzo rzetelnie.

Czemu pan odszedł z tego kabaretu?

Nie poruszam publicznie tego tematu, choć czasem zachowanie moich kolegów, którzy opowiadają nieprawdę o naszym rozstaniu, skłania mnie do zabrania głosu. Na szczęście szybko mi przechodzi. Któregoś razu może jednak nie przejść.

Jak po latach wspomina pan ten kabaret?

Świetnie. Stanowiliśmy długo bardzo zgraną grupę – i na scenie, i prywatnie. Były to pracowite  lata, graliśmy po trzysta koncertów rocznie. Występowaliśmy w USA, Kanadzie, Australii. Tych dobrych momentów z pewnością szkoda.

Co pan robił po odejściu z OT.TO?

Jestem przede wszystkim twórcą, więc sporo pisałem. Powstały dwie książki i cztery autorskie płyty. Jeszcze przed rozstaniem się z kolegami nagrałem krążek  „Miłość to nie tylko pocałunki”. Towarzyszyła mi tam czołówka polskich artystów, między innymi Jacek Królik i Adam Sztaba. Następne płyty powstały trochę później. Obok piosenek  satyrycznych,  są na nich utwory liryczne: „Halabarda”, „Kapliczka na Ząbkowskiej”. Te albumy to: „Pęc ze śmiechu” (2009), „Na ochotnika do psychiatryka” (2012) i „Ryszard Makowski w Radiu Wnet” (2013). W książkach opisuje perypetie życiowe mojego alter ego, dziennikarza sportowego Ryszarda. „Miłość czy sport” i „Miłość czy pieniądze” to lekka literatura, bez większych ambicji, poza dostarczeniem czytelnikowi czegoś sympatycznego do czytania. Co więcej… Przez 6 lat pisałem komentarze wierszem w dziale sportowym „Życia Warszawy” pod tytułem „Mównica kibica”. W latach 2003 – 2008 byłem dyrektorem Domu Kultury Praga. Miałem stały felieton i zamieszczałem artykuły w legendarnym już „Uważam Rze”. Obecnie współpracuję z tygodnikiem „wSieci” i portalem „wPolityce.pl”.

Czy i gdzie obecnie udziela się pan w kabarecie?

Od 2003 r. występuję z kabaretem Janka Pietrzaka „Pod Egidą”. Prezentuję premierowe utwory na antenie „Radia Wnet”. Występuje również z solowymi recitalami satyrycznymi. Grałem  przez jakiś czas swój autorski repertuar w składzie rock’n’rollowym. Była to kolejna emanacja moich autorskich piosenek. Szkoda, że nie udało się tego utrwalić na płycie, bo było parę miłych dla ucha motorycznych numerów. Może jeszcze kiedyś uda się zarejestrować ten projekt.

Co pan sądzi o obecnej kondycji rodzimego kabaretu? Od wielu lat obserwujemy zalew tego typu twórczości. Jak z jej poziomem wg pana?

To co teraz jest określane mianem „kabaret” jest raczej estradówką, czasem niewybredną. Kabaret jest sztuką szlachetną, opartą na estetyce, szczególnie jeśli chodzi o poziom literacki. Ale jeśli ludzie się świetnie bawią, gdy z estrady lecą wulgaryzmy, to mnie to nie przeszkadza. Niech się bawią.

Dziennikarstwo, jak mniemamy, było naturalną kontynuacją potrzeby społecznego komentarza?

Bóg dał mi dar dostrzegania śmiesznych stron nie zawsze wesołej egzystencji. Nie poczuwam się do żadnej misji, ale przyjemnie jest opisywać świat.

Od paru lat współpracuje pan z tygodnikiem „wSieci” i wycelowuje swoje, nieraz ostre, publicystyczne pióro w konkretne postaci czy zjawiska. Czy na co dzień odczuwa pan jakieś niedogodności z tym związane?

Nie wydaje mi się, żebym pisał specjalnie ostro. Niestety w naszej rzeczywistości medialnej propaganda podobna do tej peerelowskiej przeważa nad uczciwą analizą rzeczywistości i często wychodzi tak, że napisanie prawdy, szczególnie tej niewygodnej dla rządzących, uznawane jest  za coś kuriozalnego.

Miał/ma pan zwierzaka?

W dzieciństwie wychowywałem się w Międzylesiu. Oficjalnie to jest Warszawa, ale tak naprawdę była to enklawa bliższa „wsi spokojnej, wsi wesołej”. Liczba zwierząt, które biegały dookoła była znaczna. Prym wiodły owczarki alzackie, które były przeważnie co najmniej dwa. Później ze względu na mieszkanie w bloku i alergie dzieci zwierząt nie było.

Co skłoniło pana do wsparcia kampanii społecznej „Pięściarze…” jako ambasador?

To jest ewidentne, trudno nie wesprzeć tak szlachetnej kampanii. Akcja Mirosława Milewskiego pomocy psom ze schronisk i zwrócenia uwagi na niedolę psiaków, której często powodem jest  niegodziwe zachowanie człowieka, może budzić tylko szacunek.

Ostatnio wydał pan dwie kompilacje, które w swym zamyśle oddają hołd Warszawie. Mamy na myśli tytuły „Niepokonane miasto. Niepokonany klub” oraz „Ryszard Makowski. Niepokonane miasto: piosenki Powstania Warszawskiego”. Mamy tu Legię Warszawa i jej wiernych kibiców, jak i dramat Powstania Warszawskiego. Mógłby pan w paru słowach przybliżyć te wydawnictwa?

To hołd złożony Warszawie, miastu niezłomnemu. Powstanie Warszawskie było wielką tragedią naszego miasta, ale też świadectwem, że dla walki o wolność jesteśmy w stanie oddawać życie. Pozostały z tamtych lat piękne pieśni. Legia Warszawa ma oddanych kibiców, którzy stworzyli wiele niepowtarzalnych przyśpiewek stadionowych wartych ocalenia dla potomnych. To jest swoisty folklor miejski. Płytę „Ryszard Makowski. Niepokonane miasto: piosenki Powstania Warszawskiego” promuje mój autorski singiel „Powstaniu 1944 hołd”, który skomponowałem na potrzeby konkursu „Szlagier dla Warszawy”, organizowanego przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Warunkiem było napisanie i skomponowanie utworu poświęconego stolicy. Niestety, nie zdobyłem żadnej nagrody. Ale już niedługo być może ujrzycie państwo obraz do tego numeru. Sprawdzajcie nasze kanały internetowe, tam na bieżąco znajdziecie wszelkie informacje.

Szykuje pan kolejną solową płytę. W jakim klimacie będzie utrzymana?

Ostatnie trzy płyty były rejestracją piosenek tekstowych, recenzujących rzeczywistość, natomiast teraz mam w planie nagranie płyty typowo rozrywkowej, ze wzbogaconymi aranżacjami tak, aby utwory nadawały się do tańca.

Inne plany na przyszłość?

Związane są z twórczością – przede wszystkim rozrywkową. Czyli podobnie jak do tej pory: płyty, książki, artykuły, wywiady i felietony. Myślę też o sztukach teatralnych i musicalu, ale   moim największym marzeniem jest nakręcenie komedii (koniecznie śmiesznej!). Mam pewne pomysły, rozpoczęte scenariusze, a pewne rzeczy napisane w całości, jak choćby sztukę „Papierowe życie” o rozliczeniach przyjaciół po latach, za czasy komuny i donoszenia.

Muzyk, kabareciarz, publicysta – co jest największą namiętnością Ryszarda Makowskiego?

Tenis. Ostatnio bardziej jako kibic, ale staram się udzielać też na korcie.

Dziękujemy za rozmowę.

Copyright © 2017 DEM'a Promotion Polska
All rights reserved

DEM’a Promotion Polska Sp. z o.o. Sp. komandytowa
02-661 Warszawa, ul. Modra 92 a